Historia z kominkiem wolnostojącym w tle

W wakacje tego roku kupiliśmy sobie z mężem kawałek działki nad pobliskim jeziorkiem. Był tam też budynek gospodarczy, który, na szybko, chcieliśmy „dopasować” do nadchodzącej zimy. Każdy „przeciętny” człowiek powiedziałby, że powinniśmy zimę przeczekać normalnie w domu, ale nie my.

Dzięki kominkowi wolnostojącemu spełniło się nasze marzenie

kominek wolnostojącyMy właśnie chcieliśmy spełnić nasze marzenia z dzieciństwa. Mały, skromny domek, kominek, zaspy dookoła, my wręcz odcięci od świata… Czyż to nie jest romantyczne? Podstawą był kominek. Coś musiało nas grzać. I zapas opału, jedzenia i wody. Tak chcieliśmy przeżyć całe kilka dni świąt. Z dala od technologi, cywilizacji, ludzi i zgiełku. Patrząc w ogień płonący w kominku, dokładać do niego drwa i cieszyć się sobą. Mąż postanowił odświeżyć ściany, a ja porozglądać się za „kozą”. Te piece wolnostojące są tanie i nie wymagają jakiś większych kombinacji przy montażu. Mogliśmy – znaczy mój mąż – mógł zamontować jaki kominek wolnostojący w kilka godzin. Miało być romantycznie, a nie elegancko. Ani ekonomicznie, jak zarzuciła mi moja siostra. Wytłumaczyłam jej, że mamy raptem dwadzieścia metrów kwadratowych do ogrzania, a poza tym mamy siebie. Cóż, ona romantyczką nie jest, więc powodu wyboru kominka wolnostojącego nie rozumiała. Sama miała piękny kominek w zabudowie. Wydała na niego tyle co ja na swój samochód – ale ma, oczywiście, do tego prawo. Ja czerpię radości zupełnie z innych rzeczy. Pieniądze, które miałam zaoszczędzić na kominku, chciałam przeznaczyć na prezent świąteczny dla mojego kochanego męża.

Po Sylwestrze wróciliśmy do domu, gdy mrozy zelżały. Było wspaniale. Doceniliśmy wszystkie wygody cywilizacji, choć muszę przyznać, że nigdy nie byłam z mężem tak szczęśliwa jak przez te kilka dni w separacji od świata.